piątek, 18 grudnia 2009

Przy oknie II

Na początku sierpnia napisałam w swoim pierwszym wpisie do blogu:

"Na dworze świeci słońce, Gdańsk przywdział letnią szatę, a kwiaciarki ustawiły się dookoła mojego samochodu, tak więc do wieczora będzie otoczony goździkami i słonecznikami. Mewy przecinają niebo, będzie mi ich brakowało, wiem to już teraz."

Jak bardzo miałam wtedy rację! Dziś, niecałe pięć miesięcy później, kwiaciarki nie stoją już wokół mojego samochodu, żadne kwiaty nie wyrastają z niespodziewanych miejsc – dzisiaj w tym miejscu leży centymetrowa warstwa śniegu, wszystkie kałuże są zamarznięte, jest zima. Nie tylko mew będzie mi brakowało, przede wszystkim będzie mi brakowało ludzi z tego miasta.

Ostatni wpis do blogu. Cóż jeszcze zostało do powiedzenia? Jak niesamowicie intensywny był to czas, pełen wrażeń, zadań, wyzwań? Sądzę, że to i tak jasno wynika z tego, co zostało napisane w blogu. Może powiem, co mnie czeka w najbliższej przyszłości: Od stycznia do marca będę korzystać ze stypendium Domu Pisarza w Stuttgarcie, gdzie będę dalej pracować nad moją gdańską powieścią (moją drugą powieścią). A jesienią 2010 roku ukaże się wreszcie moja pierwsza powieść "Katzenberge" (Kocie góry – przyp. tłum).

A poza tym – nie trzeba będzie długo czekać na następny blog pod moim nazwiskiem, który również będzie się zajmował tematyką polsko-niemiecką, podróżami na wschód i wielekroć opowieściami o historii i literaturze.

Wszystkim czytelnikom życzę zatem wszystkiego, co najlepsze i do zobaczenia już wkrótce!

środa, 16 grudnia 2009

Dowód



Śnieg! Gdańsk wygląda, jakby był posypany cukrem pudrem.

Po wczorajszym pożegnalnym wieczorze autorskim, który oficjalnie zakończył stypendium, czas blogu również powoli zmierza ku końcowi...
Jeszcze przynajmniej jeden raz znajdę czas na napisanie pożegnalnego wpisu do blogu, by wszystko odbyło się jak należy!

niedziela, 13 grudnia 2009

Robi się bardzo świątecznie



Tak więc pojutrze nastąpi oficjalny koniec mojego czasu w Gdańsku. Dziś spełniło się moje wielkie życzenie – nareszcie, jeszcze przed moim wyjazdem z Gdańska, zaczął padać śnieg!

To, czego jeszcze będzie mi brak, to siedzenia i picia kawy w niedzielne przedpołudnia u Pellowskiego na Długiej. A tym razem nawet z widokiem wirujących płatków śniegu przed Ratuszem, kiedy ktoś otwiera drzwi i wchodzi.

Trzeba więc dyskretnie poinformować zimę, że choć wieczór autorski odbędzie się we wtorek, to ja tu pozostanę jeszcze do końca tygodnia, a to oznacza jeszcze tyle okazji, żeby porządnie przysypać miasto śniegiem!

czwartek, 10 grudnia 2009

Herder

Z mojego czasu w Gdańsku pozostało niewiele ponad tydzień!
Jego koniec jest już dostrzegalny. Już wczoraj wygłosiłam wykład w Centrum Herdera na temat mojego pobytu w Gdańsku, moich wielorakich zadań i obowiązków tutaj na miejscu.
W przyszłym tygodniu we wtorek odbędzie się oficjalne zakończenie – o godzinie 18.00 w Nowym Ratuszu, w Sali Herbowej, będzie wiele przemówień, a potem rozmowa połączona z czytaniem krótkich tekstów.

Nadszedł zatem moment, by dokonać podsumowania spędzonego tu czasu, tych kilku miesięcy, tego, co one mi dały. Przyjechałam tutaj w środku lata, opuszczam miasto w zimie.
Mogę powiedzieć, że miałam dużo szczęścia, bo znalazłam tutaj dokładnie tyle (a nawet więcej), czego oczekiwałam od Gdańska: substancję miasta, różnorodność, ciekawych ludzi, z których każdy ma własne fascynujące losy i rodzinną historię.

Tak, nawet jeśli jak najdokładniej przyswoiłam sobie miasto (tak pod względem architektonicznym, jak i geograficznym), to jednak najbardziej chyba będzie mi brakowało przede wszystkim ludzi, gdańszczan.
To oni są źródłem inspiracji. Tego, co stanowi ich tło – miasta – również będzie mi brakować. Mimo to jednak dobrze będzie oddalić się od niego, aby przed oczami duszy stworzyć je na nowo. W procesie tworzenia dystans jest rzeczą niezbędną.

poniedziałek, 7 grudnia 2009

Malbork




W weekend zrobiłam sobie krótką wycieczkę za miasto do Malborka. Już od dawna to miałam w planie i teraz, niedługo przed wyjazdem, chciałam to zrealizować…
Za oknem pociągu grudniowa szarość, szyby były zupełnie zaparowane oddechami ludzi siedzących w przedziale. Jakimś cudem jednak wysiadłam na właściwej stacji.

Krótka przebieżka po miasteczku Malbork aż do zamku rozpościerającego się nad brzegiem rzeki. A słowo "roz-pościera" jest w tym kontekście chyba najbardziej trafnym określeniem – naprawdę trudno byłoby chyba znaleźć podobnie rozległy kompleks architektoniczny.

Opłaciło się, i to nawet bardzo. Malbork to nie tylko cud architektury późnego średniowiecza, stanowi on także encyklopedię sztuki i historii restauratorskiej, która mówi o tym, kto, jak i co zniszczył i kto, jak i co odbudował. To, co dziś widzimy to tylko wynik, coś, co w tej chwili znajduje się na końcu łańcucha zdarzeń. Właśnie – to jest teraźniejszość, która będzie się rozwijała dalej.

sobota, 5 grudnia 2009

Leśne powietrze

Od wczoraj pośrodku ulicy Długiej, zaledwie parę kroków od fontanny Neptuna, rozpościera się gęsty, wysoki las. W każdym razie można by tak pomyśleć, stojąc na drugim końcu Długiej i kierując spojrzenie obok Ratusza w stronę Motławy…
Ustawiono tam olbrzymią choinkę, wysoką na kilka metrów jodłę, i nie można sobie wyobrazić, że gdzieś na Syberii rośnie piękniejszy okaz niż ten tutaj.

Tak też można by sobie przynajmniej pomyśleć, a zwłaszcza wówczas, gdy miało się okazję zobaczyć to drzewo, zanim zostało przystrojone....
Kiedy przechodziłam obok niego parę godzin po jego ustawieniu, żeby zaczerpnąć jeszcze nieco leśnego powietrza, zapachu żywicy, wspaniała zieleń jego igliwia ledwo była widoczna, bo choinka była już obwieszona girlandami światełek w kolorze białym, czerwonym, niebieskim i we wszelkich innych barwach, jakie dostępne były w pudełkach z girlandami świetlnymi.
Cóż zrobić, po prostu coraz bliżej do Bożego Narodzenia! W niedzielę będzie świętego Mikołaja, nie da się zaprzeczyć!

czwartek, 3 grudnia 2009

Deutsche Welle

Dzisiaj w Café Ferber udzielałam wywiadu dziennikarce ze stacji radiowo-telewizyjnej Deutsche Welle.
Kiedy wreszcie w ciepłym wnętrzu kawiarni odtajały nam nosy i dłonie (w nocy z nagła pojawiła się w Gdańsku zima, na trawniku w parku i na samochodach zaparkowanych na ulicy leżał szron), a obsługę udało się przekonać do wyłączenia muzyki, rozmowa potoczyła się w kierunku niemieckiego i polskiego samopostrzegania i ewentualnej roli „pisarza miejskiego” w tym kontekście.

Co bowiem można osiągnąć, piastując taką funkcję („urząd”, jak to stanowisko jest określane po polsku), co można zdziałać? Już wkrótce po moim przyjeździe do Gdańska wiedziałam, że w żaden sposób nie da się tego porównywać z normalną pracą pisarza.
Chodziło tutaj o coś więcej, ta działalność stanowiła również polityczne przesłanie, było to stypendium o wymiarze politycznym.

Na pytanie, co takiego tutaj robiłam, po którym jednym tchem wyrecytowałam wszystkie swoje obowiązki, dziennikarka mocno się zdziwiła i zapytała "I wszystko to w ciągu 5 miesięcy? "
Tak, powiedziałam, to wszystko w ciągu 5 miesięcy, a przy tym udawało mi się nawet popracować trochę nad powieścią, od czasu do czasu.